Pionierzy Szczecina

Krystyna Białous

Przyjechałam do kolegi, który już wcześniej w Szczecinie zamieszkał. Zajął dwupokojowe mieszkanie z kuchnią i odstąpił mi jeden pokój. Ale, co ciekawe, obok w mieszkaniu mieszkała Niemka. I on się z nią zaprzyjaźnił w pewien sposób. Ona miała dwie córki, mąż zginął na froncie. Straszna bieda je dopadła. To on im trochę pomagał. On coś kupił do jedzenia - ona gotowała z tego jakiś obiad. I później ten obiad wspólnie zjadaliśmy. Proszę sobie wyobrazić, że nawet Wigilię razem spędziliśmy. Wigilia 1945 roku – Polacy z Niemkami. W poniemieckim domu, ale z Polskim jedzeniem! Kto by pomyślał!

więcej


Maria Spychalska

Maria Spychalska - Pionierzy Szczecina

Podróż była bardzo długa, strasznie się ciągnęła. I jeszcze do tego droga z dworca – same gruzy, wystające kikuty zburzonych budynków, wypalone ruiny. Ciemno i mróz. Jedynie śnieg jakby trochę to dekorował, ale wędrówki nie ułatwiał. Nieco lepiej się zrobiło jak doszliśmy do obecnej ul. Niepodległości i monumentalnego budynku poczty, który w sumie nie był w ogóle zniszczony. Właściwie dopiero od ulicy Śląskiej zaczynały się większe kwartały całych domów i to wyglądało jakby w tym miejscu zaczynało się miasto.

więcej


Alicja Kozioł-Rolnicka

Jak jeździłam rano do szkoły, to wielokrotnie słyszałam strzały gdzieś w oddali na mieście. Dwa razy zdarzyło mi się nawet natknąć na ciała ludzkie pośród ruin. Pierwszy to był żołnierz rosyjski jeszcze w umundurowaniu, leżał twarzą do ziemi, częściowo przykryty jakimś płótnem. Drugie ciało to chyba cywil. Poza tym nierzadko znajomi opowiadali, że a to ktoś z rodziny został zraniony, albo że sami byli świadkami podobnych sytuacji. Niestety ale takie „niespodzianki” też się zdarzały. Takie historie były niejako wpisane w ówczesną rzeczywistość.

więcej


Krystyna Łacińska

Krystyna Łacińska - Pionierzy Szczecina

Materiałem handlowym, który ojciec dostawał z Ministerstwa był spirytus. Zatem u nas w domu stały metalowe kany po mleku wypełnione tym alkoholem. I to był handel wymienny. Ojciec pertraktował z rosyjską generalicją, żeby jak najwięcej przedsiębiorstw, maszyn i wyposażenia pozostawili na swoim miejscu. W ramach pertraktacji generałowie przychodzili do nas na obiady i trzeba było z nimi wypić. Ojciec po pierwsze nie znosił wódki, a ponadto miał chore serce. Kamuflował się jak tylko potrafił i mówił, że pije tylko alkohole kolorowe. Mama zamiast alkoholu wlewała mu kompot do szklanki lub kieliszka.

więcej


Adam Mrowiec

Adam Mrowiec - Pionierzy Szczecina

Kiedy chodziliśmy z kolegami na kładkę w pobliżu stacji Pogodno, widzieliśmy Niemców wyjeżdżających transportem kolejowym. Obok w krzaki żołnierze Rosyjscy prowadzili niemieckie kobiety. Jako chłopcy nie rozumieliśmy dlaczego tak mocno przyciskają je do ziemi.

więcej


Danuta Szpetkowska

Danuta Szpetkowska - Pionierzy Szczecina

Tato miał możliwość wyboru miejsca zamieszkania i kiedy dotarł pod adres na ul. Bolesława Śmiałego 34 do opustoszałej kamienicy, cofnął się, ponieważ na kuchence stały jeszcze ciepłe garnki, a w sypialni leżała porozrzucana pościel. Wybrał mieszkanie dwupokojowe w oficynie, na parterze z WC, ale bez łazienki, gdzie słońce zaglądało przez parę godzin, ponieważ odbijało się z okien na podwórzu. Dokładnie pamiętaliśmy moment opuszczenia wileńskiego 3-pokojowego mieszkania z pełnym wyposażeniem, kiedy musieliśmy mijać się w naszych drzwiach z zamieszkującymi naprzeciw kołchoźnikami, którzy nie tracili czasu by zająć nasze mieszkanie.

więcej


Leokadia Ferlas

Leokadia Ferlas - Pionierzy Szczecina

Z mieszkaniami bywało bardzo różnie. Najpierw zamieszkaliśmy na ul. Wojska Polskiego, u chłopaka, mojej sympatii - którego poznałam jeszcze w Rosji. Nie mieliśmy jednak żadnej nominacji. Po niespełna trzech tygodniach przyszedł jakiś polski major, któremu oficjalnie przydzielono ten dom. Nie było nawet o czym rozmawiać – trzeba było się pakować. Po tym wszystkim przydzielili nam mieszkanie na ul. Ujejskiego. Tam już mieszkała jedna rodzina, nazywali się chyba Kuźmińscy. Tym razem oni nie mieli nominacji ... i musieli sie wyprowadzić.

więcej


Danuta S.

W Szczecinie po raz pierwszy w życiu zobaczyłam jak wygląda fortepian. Nie mogłam wyjść z podziwu, że może to być tak wielki instrument. Był naprawdę niesamowity...tym bardziej, że od tego momentu miał być właśnie mój.

więcej


Teresa Smolska-Kurowska

Teresa Smolska-Kurowska - Pionierzy Szczecina

Któregoś dnia weszłam na strych, gdzie czasem wieszało się bieliznę do przeschnięcia. Spostrzegłam drabinkę prowadzącą do góry, do takiego jakby okna w dachu. Weszłam po niej do góry i zobaczyłam, że dach naszej kamienicy i sąsiednich jest zupełnie płaski i swobodnie można po nim chodzić. Mało tego, te dachy się łączyły i bez problemu można było przechodzić z jednej kamienicy na drugą. W ten sposób zaczęłam moje pierwsze samodzielne spacery po mieście. Takie zwiedzanie Szczecina od góry.

więcej


Michał Kurowski

Mieszkanie miało kilka pokoi, ale przez całą zimę mieszkaliśmy tylko w jednym. Nas była czwórka i jeszcze babcia. W jednym pokoju i kuchni. W kuchni stała taka koza do palenia i rura odprowadzająca dym wychodziła przez okno. I w niej się paliło, to było nasze ogrzewanie. Wody w kranach nie było. Zatem jak się myliśmy, to na kozie grzaliśmy wodę i z wiadrami schodziliśmy do piwnicy. Ale rano, jak żeśmy wstawali, to ta woda w wiadrach była zamarznięta.

więcej


Andrzej Wahl

Andrzej Wahl - Pionierzy Szczecina

Dla bezpieczeństwa zawsze chodziliśmy środkiem ulicy - byle dalej od wszelkich bram i zakamarków. Jak z kolegą przechodziliśmy parę ulic z Jagiellońskiej na Piłsudskiego to jako harcerze mieliśmy w kieszeniach wyciągnięte z pochwy ,,finki”. Tak na wszelki wypadek.

więcej


Franciszek Małkiewicz

Tu jeszcze jedna siostra żony mieszkała na Mazurskiej 27. To my naprzód do niej poszliśmy. I zeszła się cała rodzinka. I Stachu i Basia, tych dwoje, nas dwoje - to sześciórko nas było. I my myśleli, że oni nas przyjmą jako tako. A oni nas tylko wodą na kawę mogli ugościć. Mieliśmy swoje zaopatrzenie z podróży i wszyscy jedli z naszego. To już wiedziałem, że słodko nie będzie.

więcej


Witold Czarnecki

Witold Czarnecki - Pionierzy Szczecina

Pierwszy raz do Szczecina trafiłem w 1940 roku. Przywieźli mnie do pracy przymusowej do cegielni. To miasto to była perełka. Te kamienice, katedra, kościoły, nadbrzeże tętniące życiem. Aż trudno to wszystko opisać. Dlatego jak po wojnie musiałem się gdzieś osiedlić, to nawet pięciu minut się nie zastanawiałem dokąd jechać - tylko Szczecin! To proszę sobie wyobrazić jakie było moje zaskoczenie jak zobaczyłem ... te pogorzelisko. Zrównane z ziemią nadbrzeże i Stare Miasto. Ja ciągle miałem w pamięci obrazy sprzed pięciu lat. Po prostu nie mogłem w to uwierzyć.

więcej


Helena G.

Pozwolono nam zabrać tylko jedną złotą rzecz. Albo pierścionek, albo obrączka, albo medalik na łańcuszku. I wiadomo było, że będą rewizje. No to wieźliśmy woreczek ziemniaków, a te na spodzie to były … ziemniaczki rublami faszerowane. Pasztet – faszerowany pierścionkami. Z jednej strony się kroiło i się jadło - z drugiej było cenne nadzienie. Bułeczek też dużo napiekliśmy – te na spodzie podobnie faszerowane. Rewizje były, ale jedzenia nie rewidowali. Ryzyko było duże, ale nie mieliśmy wyboru. Dzięki temu „farszowi” to my jeszcze długo się jakoś utrzymywaliśmy w Szczecinie.

więcej


Zbigniew Jurksztowicz

Zbigniew Jurksztowicz - Pionierzy Szczecina

To są ciekawe konteksty, bo w zasadzie powinniśmy żałować, że opuszczamy nasze rodzinne strony, ale mieliśmy już tak dość tej bliskości z Rosją. Tego bezprawia, bałaganu – bo w czasie wojny i zaraz po niej - tu straszne rzeczy się działy. Przede wszystkim w stosunku do nas – Polaków. Tak to pamiętam, że z wielką radością jechaliśmy, pomimo tego że zupełnie to wszystko było nieznane.

więcej


Janina Grześkowiak

Janina Grześkowiak - Pionierzy Szczecina

Jak wjechaliśmy na tereny poniemieckie i zobaczyliśmy jabłka, gruszki, czereśnie to pomyśleliśmy jedno: ,,Boże! Jaki tu jest raj!” My przez 6 lat nie widzieli ani śliwki, ani gruszki ani wiśni. Bo tam w Kazachstanie żadne drzewo nie rosło. To był tylko step z wysokimi krzakami i trawą.

więcej


Anna Olejarska

Podróż była naprawdę makabryczna. Tego głodu, strachu i niepewności nie da się opisać. Jednak piękny domek, jaki dostaliśmy w Jezierzycach, chociaż odrobinę nam to wynagrodził i pozwolił powoli zaczynać na nowo.

więcej


Wanda Samborska

Jechaliśmy ściśnięci w wagonach towarowych. Każdy miał swoją pryczę. W rogu wagonu było miejsce na toaletę tzn. była to dziura w podłodze zasłonięta jakąś płachtą. Na stacjach chodziliśmy po ,,kipiatok” tzn. gorącą wodę. Trochę żywności dostawaliśmy z PUR-u od Amerykanów. O kąpieli to nawet nikt nie myślał. Wszy było strasznie dużo. W ogóle nie mogliśmy się ich pozbyć. Łuskaliśmy z tych wszy jeden drugiego.

więcej


Aleksandra Kaduszkiewicz

Aleksandra Kaduszkiewicz jako dwudziestoletnia dziewczyna pojechała na kilka dni do Bydgoszczy by pomóc cioci przy opiece nad dziećmi. „Był ciepły czerwiec. Mama dała mi tylko jedną sukienkę bo miałam wrócić i od września zacząć szkołę.” W efekcie kilka tygodni później znalazła się z ciocią w Szczecinie, w którym została przez następnych … 66 lat.

więcej


Adela Cupak

Pierwsze wrażenie jakie na mnie zrobił Szczecin było takie, że nie chciałam wyjść z wagonu. Mama powiedziała: „no wyjdź – przecież nie będziesz tam ciągle siedzieć.” Na co ja odparłam: „Za żadne skarby! Tu jest taki straszny gruz, że mi ciągle będzie wojnę przypominał”.

więcej