Pionierzy Szczecina

Andrzej Wahl

Andrzej WahlDla bezpieczeństwa zawsze chodziliśmy środkiem ulicy – byle dalej od wszelkich bram i zakamarków. Jak z kolegą przechodziliśmy parę ulic z Jagiellońskiej na Piłsudskiego to jako harcerze mieliśmy w kieszeniach wyciągnięte z pochwy ,,finki”. Tak na wszelki wypadek.

Urodziłem się w Bydgoszczy w 1932 roku. W czasie wojny Niemcy nas wysiedlili więc od 1941 do 1945 roku mieszkaliśmy w Skierniewicach. W 1945 r. ojciec razem z nami pojechał na ziemie zachodnie do Gorzowa. Zorganizował tam Oddział Społem. Zaopatrzenie żywnościowe dla mieszkańców przywoził z Poznania. Po jakimś czasie ojciec zmienił pracę i doszedł do wniosku ze trzeba być w większym mieście.

Będąc w Szczecinie nawiązał kontakt z szeregiem wytwórni żywności i zorganizował prywatną hurtownię spożywczą. Jednocześnie zdobył lokal na rogu ulicy Pomorskiej (nazwa z 1945 – dziś jest to ul. Piłsudskiego) i Mazurskiej. Był to lokal 5-pokojowy (ok.200 m kw.), w którym część pomieszczeń zajmowała hurtownia a część nasze przyszłe mieszkanie.

Andrzej Wahl

Legitymacja szkolna z 1945r. z Gorzowa Wlkp.

Po raz pierwszy do Szczecina przybyłem razem z ojcem na początku 1946 r., ale na stałe osiedliśmy się dopiero w listopadzie 1946. Z Gorzowa jechaliśmy samochodem ciężarowym, który wiózł wszystkie nasze rzeczy. Drogi były w dość dobrym stanie, tylko niektóre mosty były poniszczone. Generalnie jeździły amerykańskie samochody jakieś chevrolety i ciężarówki. Nasza jazda do Szczecina trwała 3 godziny. Kiedy dojeżdżaliśmy do Dąbia było widać las, który był tak postrzelany, że widać było tylko kikuty drzew. Jak się jechało z prawobrzeża to był taki prowizoryczny most kolejowy na Regalicy zbudowany na długich, drewnianych palach i jak się jechało to huśtało. Pociąg jechał tam bardzo wolno. Słyszałem z opowiadań, że ludzie wysiadali z pociągu przed mostem , szli pieszo i wsiadali za mostem. Kiedy przyjechaliśmy do naszego mieszkania to na ulicy do jazdy była dostępna tylko jedna część jezdni a druga część była zagruzowana.

Po przyjeździe uczęszczałem do drugiej klasy Gimnazjum Handlowego przy ul. Felczaka (gdzie jest dziś słynna 13- stka) była to szkoła koedukacyjna. Uczono tam przedmiotów ogólnych i zawodowych tj. Technika i Organizacja Handlu, Arytmetyka Handlowa, Reklama. Do szkoły chodziłem na pieszo przez pl. Żukowa (dziś pl. Teatralny z Pleciugą) Tam był rynek gdzie można było kupić różne rzeczy.

Książeczka ZHP

Książeczka ZHP

Przy szkole działała III drużyna harcerska im. Jordana. Prowadził ja drużynowy Bolesław Kaliciak. Na zbiórkach słuchaliśmy o historii Polski i skautingu, śpiewaliśmy pieśni patriotyczno-religijne oraz piosenki z Powstania Warszawskiego. Mówiło się, że jesteśmy kontynuatorem przedwojennego harcerstwa i Szarych Szeregów. Nadal aktualne było hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna. Całą drużyną chodziliśmy do kościoła, no i mieliśmy swego kapelana.

Generalnie w 1946 roku nie było bezpiecznie. Po ulicach chodziło dużo bandziorów i Rosjan. Przychodzili np. w kilku do restauracji i mówili ,,dawaj wszystko” a czasami nawet zabijali. Bywało tak że po nocy zbierano na mieście po kila trupów.

Taką smutna historię mieliśmy w naszej rodzinie. Wujek mojej przyszłej żony Alfred Krajewski był porucznikiem wojska polskiego. Pewnego razu kiedy jechał tramwajem zobaczył jak Rosjanie ubliżali przypadkowej kobiecie. Kiedy wujek wstawił się w jej obronie jeden z Rosjan wyciągnął pistolet i go zastrzelił. Jako rekompensatę po stracie męża, ciotka dostała willę na Pogodnie . Jednakże odmówiła jej przyjęcia gdyż bała się sama mieszkać .

Ludzie starli się zajmować mieszkania tam, gdzie już ktoś mieszkał. My zajmowaliśmy kwaterę na parterze i też się trochę obawialiśmy rozbojów. Dla bezpieczeństwa chodziliśmy środkiem ulicy (ruch kołowy był wtedy minimalny) bo z bramy mógł zawsze ktoś wyskoczyć i wciągnąć do środka. A jak się szło środkiem, to można było się w porę zorientować, że coś jest nie tak. I wtedy albo uciekać albo się bronić . Pamiętam, że jak z kolegą przechodziłem parę ulic z Jagiellońskiej na Piłsudskiego to jako harcerze mieliśmy w kieszeniach wyciągnięte z pochwy ,,finki”. Tak na wszelki wypadek.

Generalnie nie wychodziliśmy wieczorami z domów. Rosjanie byli skoszarowani w Szczecinie ale nie było ich wielu widać .Czasami można było spotkać patrole milicji. Mundury mieli takie jak wojsko i opaski na rękawie z napisem MO.

Niebezpieczeństwo stwarzały też zrujnowane domy . Był taki wypadek, że kiedy koleżanka z naszej klasy, szła do szkoły ulicą Wyzwolenia koło wypalonych budynków znajdujących się w rejonie ul Felczak i Odzieżowej, spadły na nią cegły i mocno zraniły w głowę. Przeżyła 2-3 miesiące. Pamiętam, że odwoziliśmy ją na dworzec centralny, bo nie było pogrzebu. Rodzina chciała pochować koleżankę gdzieś w Polsce centralnej. Ludzie nie za bardzo chcieli tu chować, bo nie było pewności z tymi ziemiami, czy będą polskie. Oprócz tego wielu szabrowników chodziło na gruzy i wielu tam ginęło.

Zima 1946 roku był dość sroga tak, że pękały niemieckie ołowiane rury doprowadzające wodę. Ale na szczęście nie było kłopotu z drewnem na opał, bo po piwnicach tyle było barachła, że można było tym palić. Węgla nie było i musieliśmy sobie jakoś radzić. W każdej kuchni był piec z ,,fajerkami” (krążkami metalowymi) na węgiel i drewno. Tu można było gotować lub coś upiec. Ale u nas nie piekliśmy ciast. Ciasto dawało się do cukierni, żeby wypiekli bo lepiej się opłacało. Ze słodyczy pojawiły się też cukierki: krówki i irysy.

W sklepach płaciliśmy złotówkami ,,lubelskimi” (nazwa od rządu ,,lubelskiego”). Dolarów nie można było trzymać. Niektórzy ludzie pracowali za wiktuały. Częściowo utrzymywał się jeszcze handel wymienny z Niemcami, którzy wyprzedawali swoje cenne rzeczy za żywność.

Ojciec zarabiał niewielkie pieniądze, ale na życie wystarczało. Nie głodowaliśmy. Chleb był tani bo coś ludzie musieli jeść tylko z mięsem były kłopoty (braliśmy je na kartki)

Ale na kino mogliśmy sobie raz kiedyś pozwolić. Tylko, że kolejki do kina były i stało się parę godzin. Niektórzy kupowali bilety u ,,koników”. Ale tacy ludzie jak my stali w kolejce. Jednak nie zawsze się dostawało te bilety. No i wszystkie miejsca w kinach były zawsze wykupione.

Zebrał i opracował: Ryszard Zdebski