Pionierzy Szczecina

Krystyna Łacińska

Materiałem handlowym, który ojciec dostawał z Ministerstwa był spirytus. Zatem u nas w domu stały metalowe kany po mleku wypełnione tym alkoholem. I to był handel wymienny. Ojciec pertraktował z rosyjską generalicją, żeby jak najwięcej przedsiębiorstw, maszyn i wyposażenia pozostawili na swoim miejscu. W ramach pertraktacji generałowie przychodzili do nas na obiady i trzeba było z nimi wypić. Ojciec po pierwsze nie znosił wódki, a ponadto miał chore serce. Kamuflował się jak tylko potrafił i mówił, że pije tylko alkohole kolorowe. Mama zamiast alkoholu wlewała mu kompot do szklanki lub kieliszka.

W kwietniu 1945 razem z bratem Jerzym i rodzicami wyjechałam z naszego rodzinnego Wilna 14 transportem do Łodzi. Generalnie można było wziąć ze sobą tylko rzeczy miękkie tj. odzież i pościel. Ojciec kończył studia w Belgii, był znanym w Wilnie inżynierem z doświadczeniem ponad 20 lat pracy zawodowej na wielu odpowiedzialnych stanowiskach. Brał udział w organizacji wyjazdów do Polski i dlatego zaproponowano mu by był kierownikiem pociągu, którym zamierzał wyjechać.

Mgr inż. Wenancjusz Łaciński – kierownik delegatury Ministerstwa Przemysłu na Szczecin

Z tego tytułu miał prawo do zajęcia jednego wagonu. Zapakowaliśmy więc nasze rzeczy, w tym ważniejsze pamiątki rodzinne oraz dwa tapczany. Było to o tyle korzystne, że mogliśmy w czasie drogi na tych tapczanach leżeć. Resztę mebli zostawiliśmy w Wilnie i dostaliśmy na nie pokwitowanie od władz radzieckich. Pamiętam, że do jedzenia mieliśmy min. suchary, słoninę smalec. Nasza podróż do Łodzi trwała dwa tygodnie.

 Po kilku dniach pobytu w Łodzi ojciec zgłosił się do Ministerstwa Przemysłu i Materiałów Budowlanych. Tam spotkał swoich znajomych, którzy znali go z okresu przedwojennego. Powitali go z otwartymi ramionami, bo Polska potrzebowała wtedy specjalistów. W maju 1945 został mianowany delegatem Centralnego Zarządu Przemysłu Materiałów Budowlanych na okręg Pomorza Zachodniego. Z tego okresu zachowało się takie upoważnienie ministerstwa:

Upoważnienie Ministerstwa Przemysłu (22.08.1945)

,Niniejszym zaświadczamy że okaziciel niniejszego, ob. Wenancjusz Łaciński jest upoważniony przez nas do organizowania przemysłu materiałów budowlanych na Pomorzu Zachodnim jako kierownik Delegatury w Szczecinie i ma prawo przejmowania fabryk na terenie Pomorza Zachodniego przyjmowanie personelu biurowego, mianowania dyrektorów w poszczególnych zakładach, uruchomienia fabryk , sprzedaży materiałów ze starego zapasu i nowych produktów”

W maju 1945 roku przyjechał do Szczecina i przy współpracy z prezydentem Zarembą rozpoczął tu swoją działalność. Po jakimś czasie Polacy zostali jednak przesiedleni do Koszalina. Tam ojciec sprowadził nas w lipcu 1945.

Moja siostra Hanna i brat Jerzy pozostali w Łodzi gdzie pilnowali naszego mieszkania, bo rodzice nie byli pewni czy Szczecin zostanie przyłączony do Polski i czy znowu nas nie wysiedlą.

Ojciec był wielkim patriotą. Uważał, że skoro te ziemie już są polskie to trzeba pomóc je odbudowywać. Cały czas marzył jednak o powrocie do Wilna .

Do Szczecina ponownie przyjechaliśmy we wrześniu 1945 roku. Ruin dużo, ale większe arterie przejezdne. Pamiętam, że na placu Żołnierza stał przepiękny pomnik cesarza Wilhelma, siedzącego na koniu. Od tego pomnika aż do placu Hołdu Pruskiego rozciągał się rynek. Tam Niemki sprzedawały swoje rzeczy. Niemcom w tym czasie już tu się ciężko powodziło. Pamiętam też jak na rogu ul. Mazurskiej i Jana Pawła II (gdzie teraz jest budynek Policji) był urząd pracy, do którego Niemcy ustawiali się w olbrzymich kolejkach.

Rodzicom zależało żebym przyswoiła język niemiecki i zatrudnili panią Charlotte, która była cenioną śpiewaczką w operze szczecińskiej. Przychodziła do mnie dwa, trzy razy w tygodniu na konwersacje. Po za tym u nas w domu zostały zatrudnione młode Niemki jako służące. Jak do nas przychodziła rosyjska generalicja (w celach transakcyjnych) to jedna z tych młodych dziewczyn, uciekała do ostatniego pokoju w sypialni i chowała się pod łóżko. Taki wzbudzał w niej strach brzmienie języka rosyjskiego. Aż trudno sobie wyobrazić co ona musiała od nich doświadczyć.

Krystyna Łacińska (pierwsza z prawej) w bramie I Liceum Ogólnokształcącego

Po przyjeździe od razu poszłam do 4 klasy szkoły powszechnej, która mieściła się na rogu al. Piastów i ul. Jagiellońskiej. Wiekowo byłam za młoda, ale miałam dosyć duży zasób wiadomości. Do szkoły chodziło się z własnym kałamarzem, który czasem gdzieś zapodziałam. Wtedy wołałam do swojej guwernantki: Helga! Wo ist meine Tinte?! (Pani Helga, gdzie jest mój atrament?)

Po szkole bawiliśmy się lalkami, graliśmy w Chińczyka i karty (w tzw. Durnia). Do moich ulubionych zajęć należała opieka nad psem – długowłosym jamnikiem, którego ojciec kupił od Niemców za 100 kg kartofli. Musiało być u nich cienko skoro te 100 kg robiło na nich wrażenie.

 Na początku mieliśmy lokal służbowy. Potem 1946 ojciec kupił umeblowane mieszkanie na ulicy Jedności Narodowej (dziś Jana Pawła II) prawdopodobnie od szabrowników. Tymczasem powstały przepisy nakazujące zapłacić za meble, które osadnicy przejęli po Niemcach. Ojciec w swojej naiwności uważał, że jeśli jest repatriantem i swoje meble zostawił w Wilnie oraz ma na to „bumagę” (papier) od Rosjan to nie powinien uiszczać tej opłaty. Niestety został obciążony odpowiednią kwotą, którą musiał spłacać na raty. Do dziś posiadam tzw. Oświadczenie posiadacza” datowane na 7.10.1946 r.:

,,Oświadczam, że w moim mieszkaniu znajdują się obecnie niżej wymienione ruchomości poniemieckie zakupione w Szczecinie. Proszę o przyznanie mi prawa własności na warunkach ustalonych przez określone organy państwowe”.

Piękne wille puste stały na ulicy Wyspiańskiego, ale rodzice bali się w nich zamieszkać bo ciągle było tam słychać strzały. Bliżej Urzędu Miejskiego czuli się bezpieczniej. Nie było też dobrej komunikacji ze śródmieściem. Po za tym uważaliśmy, że to wszystko jest czasowe, że na pewno wrócimy do Wilna. Dlatego nie przywoziliśmy z Łodzi wszystkich rzeczy i nie braliśmy żadnej willi.

Mój ojciec rozpoczął przejmowanie wszystkich fabryk i zakładów przemysłowych z rąk towarzyszy radzieckich. Kiedy władze się ukonstytuowały, ojciec został dyrektorem Zjednoczenia Przemysłu Materiałów Budowlanych na Pomorze Zachodnie i miał do dyspozycji samochód, typu ,,Wanderer”. Jeździł z kierowcą do poszczególnych zakładów przemysłowych i często zabierał mnie ze sobą.

Byłam świadkiem przejmowania fabryki papieru Skolwin. Pamiętam jak Rosjanie przy rozmontowywaniu fabryki zrzucali maszyny papiernicze z I lub z II piętra. Ojciec nie mógł na to patrzeć. Rozbiórkę nadzorowali wojskowi pułkownicy i generałowie. Można było się z nimi dogadać żeby nie wywozili tego sprzętu. Materiałem handlowym, który ojciec dostawał z Ministerstwa był spirytus. Zatem u nas w domu stały metalowe kany po mleku wypełnione tym „środkiem płatniczym”. I to był handel wymienny. Ojciec znając biegle język rosyjski pertraktował z rosyjską generalicją, żeby jak najwięcej przedsiębiorstw, maszyn i wyposażenia pozostawili na swoim miejscu. W ramach pertraktacji generałowie przychodzili do nas na obiady i trzeba było z nimi pić alkohol. Ojciec po pierwsze nie znosił wódki, a ponadto miał chore serce. Kamuflował się jak tylko potrafił i mówił, że pije tylko alkohole kolorowe. Mama zamiast alkoholu wlewała mu kompot do szklanki lub kieliszka.

Jak ojciec przejmował zakłady to na ich terenie wszędzie byli jeszcze Niemcy. I z nimi też starał się dogadywać bo oni mu pomagali w sprawach technicznych. Im też zależało, żeby Rosjanie nie demontowali i nie niszczyli tych maszyn. Bo Niemiec ma inną mentalność. Szanuje to co warto uszanować. Nawet w sytuacji, kiedy musieli to oddać w posiadanie Polakom.

W okresie od września 1945 do listopada 1946 roku dzięki staraniom ojca uruchomiono wiele fabryk min. Cegielnie ,,Zgoda” przy obecnej ulicy Przyjaciół Żołnierza.

Rękopis przemówienia

I mam tu rękopis przemówienia, które ojciec wygłosił do wojewody Borkowicza z okazji otwarcia cegielni:

,,Panie wojewodo i Szanowni Państwo. W imieniu zjednoczenia i zespołu pracowników fabryk ceramicznych w Niemierzynie ,witam cię obywatelu wojewodo jako włodarza tej ziemi i was mili goście. Zjednoczenie nasze zostało powołane 1 września bieżącego roku a od 15 zaczęło przejmowanie i zabezpieczenie fabryk Pomorza Zachodniego. Ogółem przejęliśmy 31 fabryk . Przejęte fabryki były pozbawione maszyn i zadaniem naszym była ich uruchomienie a faktycznie odbudowa zrujnowanego przemysłu budowlanego. Na odbudowę tych fabryk uzyskaliśmy kredyt 3 mln. złotych. Jest to bardzo mizerna kwota jednak postanowiliśmy ruszyć i wziąć się z losem za pasy rozumiejąc, że kraj nasz zniszczony pożogą wojenną powstał na nowo. Uważaliśmy ,że pracując nad uruchomieniem przemysłu dajemy naszemu rządowi w ręce atut, że jesteśmy w stanie zagospodarować te odwiecznie polskie ziemie/../Niech żyje Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

Długo nie mogłam przyzwyczaić się do myśli, że tu pozostaniemy na dłużej. Dopiero w miarę upływu lat zrozumiałam, że Szczecin to moje miasto, dla którego rozwoju poświęciłam wiele lat pracy zawodowej na Politechnice Szczecińskiej oraz w planowaniu przestrzennym. A jednak sentyment do Wilna, do Kresów – mego miejsca urodzenia pozostanie na zawsze.

Zebrał i opracował: Ryszard Zdebski